Drożdżowe waniliowe bułeczki z rabarbarem i migdałami

drożdżowe bułeczki z rabarbarem

Dziwny był ten maj – zimny i deszczowy. Ogrzewanie włączone, rano wkładałam czapkę. Niby pojawiały się majowe owoce i warzywa, ale ciągle jeszcze bardziej smakowało rozgrzewające, zimowe jedzenie. Aż tu nagle ciepło – żeby to uczcić, prawdziwe majowe bułeczki z rabarbarem.

drożdżowe bułeczki z rabarbarem

Są miękkie, słodkie, pachnące wanilią. Kwaskowy rabarbar przełamuje tę słodycz, dodaje wiosennej energii. Sok z rabarbaru trochę się ciągnie, trochę karmelizuje. Na wierzchu płatki migdałowe, żeby coś chrupało.

drożdżowe bułeczki z rabarbarem

Bułeczki, jak wszystkie drożdżowe wypieki, są najlepsze bezpośrednio po upieczeniu. Jeszcze gorące, z zimnym mlekiem. Następnego dnia przed podaniem dobrze je podgrzać w piekarniku – będą puszyste jak świeżo upieczone. Bułki można też zamrażać.

Czytaj dalej

Pascha waniliowa

pascha waniliowa

Najbardziej kremowy z serowych deserów. Połączenie gładkiego twarogu z koglem moglem, śmietanką i wanilią. Pełna rozpusta. Tradycyjnie podaje się ją na wielkanoc, ale ja robię ją czasem również poza sezonem.

Pascha z tego przepisu jest delikatna i kremowa w środku, ale zwarta na wierzchu.  Moim ulubionym dodatkiem do niej  są płatki migdałowe – przyjemnie chrupią, co kontrastuje z gładką konsystencją deseru, nie zaburzają jej pięknego, białego koloru. Ale oczywiście można dodać dowolnych bakalii – rodzynek, orzechów. Można też podawać ją z  owocowym sosem (maliny lub truskawki  posypujemy cukrem pudrem, lekko podgrzewamy i przecieramy przez sito).  Pascha nie jest bardzo słodka, ale sycąca – niewielki kawałek na osobę wystarczy.

pascha waniliowa

Deser jest naprawdę pyszny, ale warunkiem powodzenia jest jego solidne (czyli długotrwałe) odsączenie i użycie dobrego sera. Najprostszy w użyciu jest ten mielony do serników, sprzedawany w wiaderkach. Ja używam sera z Piątnicy – jest gładki,dość ciężki, zwarty. Słyszałam, że niezły jest ten z Lidla, ale sama go nie próbowałam. Z serami w wiaderkach trzeba bardzo uważać – niektóre wyglądają i smakują dobrze, ale w deserach (sernikach) robią się wodniste – z gotowego deseru dosłownie cieknie biały płyn (serwatka?). Może to wina margaryny dodawanej do niektórych twarogów sernikowych, ale chyba niekoniecznie – użyłam ostatnio takiego, który margaryny w składzie nie miał, a sernik dosłownie płynął. Pascha z takiego sera wyjdzie półpłynna i niesmaczna.

Jeżeli więc nie mamy sprawdzonego sera w wiaderku, lepiej kupić niezbyt mokry zwykły tłusty ser i samodzielnie go zmielić (można zmiksować).

Czytaj dalej

Crème brulée

creme brulee

Klasyczny francuski deser. Przepyszny, waniliowy, gładki krem i kontrastujący z nim skarmelizowany brązowy cukier. Moim zdaniem najlepszy w wersji podstawowej, choć wariacji na jego temat jest mnóstwo – można dosmaczyć deser sokiem pomarańczowym, czekoladą, nawet lawendą.

 Niektórzy mówią, że to po prostu waniliowy budyń, ale to nieprawda. Ma zupełnie inną konsystencję – jest pieczony, nie gotowany jak budyń, nie jest płynny, tylko zwarty i kremowy. Skorupka skarmelizowanego cukru na wierzchu powinna być cienka jak szkło, chrupka i najlepiej ciepła, krem pod spodem zimny i delikatny. Żeby się do niego przebić, trzeba zdecydowanie uderzyć łyżeczką.

Jeżeli więc podadzą wam płynny crème brulée, oznacza to, że się nie udał.

creme brulee

Zazwyczaj pieczemy ten deser w kąpieli wodnej, ja proponuję pieczenie w bardzo niskiej temperaturze, wtedy kąpiel wodna jest niepotrzebna. Ważne, żeby piekarnik nie był zbyt gorący – masa może sie zważyć i powstanie jajecznica brulée, a tego nie chcemy.

Cukier należy skarmelizować za pomocą specjalnego palnika do crème brulée. Tak naprawdę nie da się go niczym zastąpić. W niektórych przepisach proponują wstawienie zimnego kremu posypanego cukrem na chwilę pod mocno rozgrzaną górną grzałkę piekarnika, ale nie wydaje mi sie to dobrym pomysłem. Krem sie rozgrzeje i zrobi bardziej płynny, skorupka też może wcale nie powstać – raczej cukier nierówno się rozpuści. Warto więc sprawić sobie ten specjalny palnik – nie jest drogi, sprzedają go w wielu sklepach ze sprzętem kuchennym. Przyda się pewnie jeszcze wiele razy – deser jest pyszny, efektowny i łatwy w wykonaniu, na pewno bedziecie do niego wracać.

Palniki zazwyczaj są sprzedawane w zestawie ze specjalnymi miseczkami,  okrągłymi i płaskimi. To miłe i przydatne, ale równie dobrze można używać uniwersalnych małych ceramicznych miseczek, nieco głębszych, które można wykorzystać też do innych deserów.

creme brulee

Czytaj dalej

Domowe lody waniliowe

domowe lody waniliowe

Dawno temu na wakacjach u babci moje ciotki robiły domowe lody. Z jajek prosto od kury i śmietanki z mleka prosto od krowy. Ich prawdziwy, bogaty, śmietankowy smak mam w pamięci do dziś. I niezwykłą konsystencję – świeżo zamrożone nie były zwarte, tylko jakby kremowe, już wogóle nie płynne, ale jeszcze nie stężałe do końca.

Już żadne lody tak nie smakowały jak tamte wyjadane wspólnie łyżkami z jednej miski. I ten magiczny czas oczekiwania, kiedy wreszcie się zamrożą.

domowe lody waniliowe

Myślałam, że nigdy już takich nie spróbuję, aż znalazłam przepis idealny. Bardzo prosty, potrzeba kilku zaledwie składników. Powolny, uczciwy i staroświecki – lody robi się z najtłuściejszej śmietanki i kogla-mogla, trzeba je cierpliwie mieszać co pół godziny. Nie ma żadnego oszukaństwa – jest za to milion kalorii, oblizywanie łyżki i oczekiwanie. Są tysiąc razy lepsze niż  te ze sklepu.

Najlepszą konsystencję mają w dniu przygotowania, ale pyszne są również mocno zmrożone w kolejnych dniach.

Czytaj dalej

Panna cotta z sosem malinowym

panna cotta

Panna cotta to włoski klasyk, jak tiramisu. W przeciwieństwie do tego drugiego – prawie wszędzie jest dobra. Co nie znaczy taka sama. Śmietankowa babeczka może być lekka, przypominająca mleczną galaretkę, albo kremowa i treściwa. Można ją podawać z owocami (najlepsze jagodowe – maliny, truskawki, borówki), w całości lub w postaci sosów i musów. Często polewa się ją czekoladą, karmelem. Kiedyś w Toskanii jadłam wersję z burakami (raczej nie moją ulubioną, ale musiałam spróbować).

Przygotowuje się ją najczęściej w oddzielnych małych naczynkach, serwuje wyjmując na talerz. Można zrobić w dużej formie, ale wtedy należy zwiększyć ilość żelatyny. Jest wtedy zdecydowanie łatwiejsza w obsłudze, zwłaszcza jeżeli przygotowujemy ją dla większej ilości osób (można po prostu kroić kawałki w formie i nakładać  na talerzyki), ale mniej delikatna i dekoracyjna. Dobrym pomysłem jest też przygotowanie jej w miseczkach, ale bez wyjmowania z nich przed podaniem –  polewa się ją na wierzchu sosem lub ozdabia owocami i każdy dostaje swoją porcję do ręki. Wtedy jest pysznie, prawie równie ładnie (nie widać, niestety, babeczki) i łatwo.  Przy takiej wersji serwowania należy napełnić miseczki najwyżej do 2/3 wysokości – musi się zmieścić jeszcze sos (przepis podany niżej wystarczy na 1 porcję więcej).

pana cotta

Panna cotta, na którą podaję przepis, jest lekka, bardzo delikatna, zrobiona pół na pół z mleka i śmietaki. Waniliowa (te czarne kropeczki na górze i z boku babeczki to właśnie waniliowe ziarenka), z nutką anyżu i odrobiną alkoholu – podkręcającą smak, ale na tyle małą, że deser mogą jeść również dzieci.

Podaję ją z esencjonalnym, gładkim sosem z malin, bardzo intensywnym w smaku.

Czytaj dalej