Pieczarki smażone z brokułem i chili

Im dłużej trwa zima, tym większą mam ochotę no kolorowe warzywa i owoce. Już nie na rozgrzewające gulasze, lasanie, zapiekanki, ale na coś świeżego i lekkiego, pełnego witamin. Coś wiosennego w duchu.

I nie mam tu na myśli bladych, podejrzanych truskawek, które można kupić nawet w lutym, czy jeszcze bledszych pomidorów. Wykorzystuję raczej warzywa, które teraz są ciągle dobre, dynię, brokuły, kapustę. I mrożonki. Do tego czosnek, energetyczne ostre papryczki, moje ulubione brązowe pieczarki, orzechy, fasola.

Przygotowane najprościej na świecie – krótko smażone na odrobinie oliwy, chwilkę podduszone – nadają się jako dodatek do makaronu lub ryżu albo po prostu z kawałkiem dobrego pieczywa. Taki obiad, choć sycący, jest lekki, zdrowy i smaczny, człowiek ma po nim dużo więcej wigoru, niż po nieśmiertelnym kotlecie.

Żeby sprawił prawdziwą przyjemność, musi być dobrze przyprawiony – nie żałujmy ulubionych ziół, pieprzu, czosnku i chili. Warzyw nie należy też za długo smażyć – mają zachować chrupkość i kolor.

Czytaj dalej

Dynia pieczona z kozim serem i pistacjową kruszonką

Pieczona dynia to wymarzone zimowe danie. Pełna smaku (pieczenie z dodatkiem oliwy znakomicie ten smak wydobywa), sycąca (choć mało kaloryczna), optymistycznie kolorowa i zdrowa.

Aby była jeszcze smaczniejsza i bardziej kolorowa, dodaję do niej chrupiącą kruszonkę z pistacji i ziół i słony kozi serek. Dynia jest miękka, słodka, aksamitna, kruszonka miło chrzęści, ser delikatnie rozpływa się na wierzchu.

Można ją podać z grzanką jako samodzielny posiłek, będzie też świetna jako dodatek – znakomita do jagnięciny lub steków.
Czytaj dalej

Makaron z sosem pomidorowym i klopsikami

Styczeń jest zawsze depresyjny. Choćby najpiękniej świeciło słońce (a nie świeci), choćby było śniegu po kolana (a nie ma). Dzień krótki, już po świętach, wiosny nie widać.

W taki czas trzeba się pocieszać, jak się da. Jeśli nie można wyjechać do ciepłych krajów, zawsze można zrobić sobie coś ciepłego i smakowitego na obiad. Makaron z sosem pomidorowym i klopsikami chociażby.

Nie jest to danie wytworne, ale jakże miłe, dobre i nieskomplikowane. W jednej ręce widelec, w drugiej książka, do popicia herbata albo nawet wino. Jakoś da radę przetrwać tę zimę.

Przepis należy traktować jako bazę – można zrezygnować z parmezanu w klopsikach (zastąpić go odrobiną tartej bułki), zamiast albo obok czosnku dodać do nich posiekaną natkę pietruszki. Do sosu dolać trochę wina albo wrzucić  zeszkloną cebulę. Mięso nie musi być wołowe – indyk albo wieprzowina też będą dobre. Każdy ma swoje ulubione klopsiki i ulubiony soso pomidorowy – ma być przyjemnie, po prostu.

 

Czytaj dalej

Mięsny sos z resztek świątecznych mięs

Resztki po Świętach są nieuniknione. Bardzo nie lubię ich wyrzucać, ale nie mam też ochoty dojadać.

Dobrym wyjściem jest zamrożenia (kapusta, pierogi, barszcz), albo przerobienie na zupełnie inne potrawy.

Ze świątecznych resztek mięsnych można zrobić gulasz albo, jeśli mięso się rozpada (jak u mnie – użyłam wołowiny z rosołu), sos do klusek śląskich lub makaronu.

Mięso, pieczone lub z rosołu, kroimy i podsmażamy – potrzeba trochę dodatkowego tłuszczu, takie kilkudniowe mięso jest zazwyczaj trochę suche. Dodajemy czosnek lub cebulę, rosół, trochę pomidorowego przecieru. Zawsze dobrze zrobi odrobina wina z niedopitej butelki, zioła, suszony grzybek. I solidne doprawienie pieprzem i papryką. Nie trzeba go długo dusić – mięsa nie są surowe, pół godziny dla połączenia smaków wystarczy.

Taki sos (gulasz) jest bardzo smaczny, pozwala też uniknąć wyrzutów sumienia związanych z wyrzucaniem jedzenia.

Czytaj dalej

Wigilijny kompot z suszonych owoców

Kompot wigilijny budzi skrajne emocje. Są tacy, którzy go nie znoszą. Inni za nim przepadają.

Ja należę do tych drugich. Moim zdaniem jest świetny, żałuję, że pijemy go tylko raz w roku. Zawsze jest go za mało – w ubiegłym roku zrobiłam dziesięć litrów, skończył się w okolicach śniadania drugiego dnia Świąt. Smakuje mi w zasadzie wszędzie, ale uważam, że w moim domu zawsze był najlepszy.

Kompot wigilijny jest niepodobny do żadnego innego napoju – lekko tylko słodki (nie dodaję cukru), lekko wytrawny, z posmakiem dymu, esencjonalny. Ważne są proporcje – najważniejsze są suszone jabłka, ale nie mogą zdominować smaku. Niezbędne są suszone gruszki, trochę śliwek (niektórzy lubią wędzone, ale dla mnie są zbyt intensywne; wolę zwykłe suszone –  polskie, kalifornijskie się nie nadają). Warto dodać odrobinę goździków, kawałek cynamonu. Kilka plasterków cytryny, ale nie należy ich zostawiać w kompocie zbyt długo – zrobi się kwaśny.

Podając kompot można ozdobić szklanki skórką pomarańczową i gwiazdkami anyżu – dodają uroku, nie wpływając na smak.

Kompot należy ugotować dzień wcześniej i zostawić w nim owoce aż do całkowitego wystygnięcia – dzięki temu będzie bardzo aromatyczny, zyska głęboki smak. Zaraz po ugotowaniu jest wodnisty i bez wyrazu, nie należy się tym przejmować, owoce powoli oddadzą to, co w nich najlepsze.

Czytaj dalej